Od lat badam zaangażowanie pracowników i komunikację wewnętrzną. Rozmawiam z zarządami, liderami i pracownikami, analizuję tysiące odpowiedzi ankietowych, komentarzy oraz historii z codziennego życia firm. Moją rolą jest zaglądanie pod organizacyjny dywan i szukanie przyczyn bierności, frustracji czy spadku zaangażowania.
Zanim rozpoczynam badanie, kadra zarządzająca często ma już gotową diagnozę: młodzi są roszczeniowi, starsi wypaleni, a zaangażowanie spada przecież na całym świecie. Tymczasem wyniki badań regularnie pokazują, że zachowania pracowników nie powstają w próżni. Są odpowiedzią na kulturę organizacyjną, sposób zarządzania oraz procesy, w których ludzie funkcjonują każdego dnia.
Zaangażowanie jest jednym z najczulszych papierków lakmusowych kultury organizacji. Nie tej opisanej na sztandarach, w prezentacjach onboardingowych i katalogach wartości, lecz tej, która ujawnia się podczas spotkań, w decyzjach menedżerów, w obiegu informacji i w kolejnej tabeli wysłanej „na CITO”. Poniżej opisuję kilka absurdów, przy których pracownikom opadają ręce – a razem z nimi zaangażowanie.
REKLAMA
Kiedy mamy do czynienia z absurdem?
Mówiąc wprost, absurdy pojawiają się wtedy, gdy organizacja robi coś sprzecznego z deklarowanym celem, ale mimo krytycznych głosów pracowników nadal to kontynuuje. Chce przyspieszyć decyzje, więc tworzy kolejny poziom akceptacji. Chce zwiększyć odpowiedzialność, więc odbiera ludziom uprawnienia. Chce poznać szczerą opinię pracowników, ale po usłyszeniu trudnego komunikatu zaczyna szukać jego autora. Chce uprościć pracę, więc powołuje zespół, który projektuje nowy formularz.
Najczęściej wszyscy widzą, że rozwiązanie nie działa. Nikt jednak nie ma wystarczającego interesu, odwagi albo mandatu, aby je zatrzymać. Jedni boją się konsekwencji. Inni przywykli. Jeszcze inni nauczyli się, że bardziej opłaca się wyglądać na osobę kontrolującą sytuację niż przyznać, że system wymaga zmiany.
Nie chodzi o to, że menedżerowie są nierozsą...