Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat Numeru

3 lutego 2022

NR 26 (Styczeń 2022)

Jak to robimy w PORTA, czyli nigdy więcej Belwederu

0 273

To było z pięć lat temu. Była dość mroźna zima. Pracowałem w firmie z branży gastronomicznej i akurat mieliśmy zebranie pracowników z kadrą zarządzającą, z właścicielem firmy na czele. Tematów palących i do natychmiastowego przegadania było wiele, ale na tapecie nieustannie jeden był palący – w lokalu w kuchni jest za zimno. Pracownicy nagminnie robili zdjęcia termometru, który wskazywał temperaturę ledwie kilku stopni na plusie, następnie wysyłali fotki do kierownika, ten z kolei do szefa, gdzie problem odbijał się od ściany. W końcu, właśnie podczas spotkania, ta kwestia wybrzmiała głośno i wyraźnie. Po raz kolejny. Na to szef przyparty do mury w końcu odpowiedział: „Może to dlatego, że ciągle w tej kuchni stoicie i nic nie robicie? A jak wam zimno, to sobie herbatę zróbcie. Albo fryturę włączcie” – powiedział, a następnie wstał i wyszedł. Jakie były komentarze zszokowanych ludzi, możecie sobie tylko wyobrazić.

Skrajna patologia? To na pewno. Pewnie się zastanawiacie, czy ta firma wciąż działa? Owszem, działa. To marka będąca na rynku przez wiele lat. Na tyle silna i rozpoznawalna wśród klientów, że raczej szybko nie upadnie. Lecz proszę sobie wyobrazić, że przez kilka lat mojej pracy przez firmę przewinęło się kilkuset pracowników. Bliżej tysiąca niż pięciuset. Dużo? A gdybym napisał, że na co dzień firma zatrudnia około 30–40 pracowników? 
Dochodziło do takich absurdów, że na jednym ze stanowisk najbardziej doświadczonym pracownikiem był ten, który przepracował dwa miesiące. Ciągle napływających nowych ludzi szkolił gość, który miał „na koncie” osiem zmian lub, jak kto woli, dni w pracy. Firma do dziś cierpi na permanentny brak kadry. Właściwie jest zmuszona do brania ludzi z łapanki, kogo tylko się da. Zespół jest złożony z przypadkowych i niezbyt wykwalifikowanych pracowników, którymi zarządza wiecznie podenerwowana, bo poddawana nieustannej presji kadra kierownicza. Czy można pracować w ten sposób? Jasne, można. Pytanie tylko: po co? I jak się zapatrują na to ludzie, którzy zamiast tę firmę rozwijać, wciąż muszą łatać dziury? Czy zostaną w niej na dłużej? Czy będą się z nią utożsamiać? Wreszcie, czy polecą swojego pracodawcę innym osobom? 
Celowo podałem taki skrajny przykład, ponieważ – proszę mi wierzyć – na rynku jest mnóstwo firm, które w mniej lub bardziej jawny sposób lekceważą potrzeby większości swoich pracowników, skupiając się jedynie na garstce tych będących najwyżej w strukturze. A przecież siłą każdej firmy są ludzie, którzy ją tworzą. Wszyscy ludzie. I to najczęściej ci, którzy znajdują się nieco niżej w strukturze, najmocniej tworzą jej wizerunek. To właśnie oni są najlepszymi ambasadorami marki, nierzadko bowiem to oni mają najczęstszy kontakt z klientem. Oczywiście, masz prawo się ze mną nie zgodzić, ale zastanów się dobrze, zanim odpowiesz: Jakie zdanie mają o Twojej firmie koleżanki i koledzy z pracy? Twoi pracownicy?  
 

POLECAMY

Zdj. 1. Warsztaty dla pracowników PORTA z Michałem Kanarkiewiczem
Źródło: Opracowanie własne.


Po pierwsze: dotrzymuj słowa

Jeśli ktoś zapytałby mnie, jakie jest kluczowe słowo w employer brandingu, to nie zastanawiałbym się specjalnie długo. To słowo to empatia. A nieco ponad rok, który właśnie mi „stuknął” w PORTA, tylko mnie w tym utwierdził. Albowiem nie ma możliwości robienia dobrego EB bez choćby odrobiny empatii. Bez słuchania ludzi i ich potrzeb. Szczególnie w firmie, gdzie ponad połowa pracowników to ci produkcyjni. 
Bo pracowników warto wysłuchać. Ale nie w taki sposób, że to, co mówią, wpuścisz jednym uchem, by drugim wypuścić. Trzeba chociaż spróbować tych ludzi zrozumieć. Oczywiście, ilu ludzi, tyle potrzeb. Gwarantuję, że w firmie zatrudniającej blisko 2 tys. osób nie dasz rady spełnić oczekiwań nawet połowy. Ale mimo to wsłuchaj się w głos swoich ludzi i staraj się spełniać choćby te najpilniejsze potrzeby. A jak czas i możliwości pozwolą, to jeszcze jedną, dwie ekstra. To już będzie bardzo, bardzo dużo.
 

Zdj. 2. Nieszablonowe szkolenie dla pracowników w ramach Akademii PORTA
Źródło: Opracowanie własne.

 

Przykład

Kilka miesięcy temu, szukając archiwalnych materiałów dotyczących PORTA, miałem okazję porozmawiać z kilkunastoma pracownikami firmy. Takimi o naprawdę długoletnim stażu. Każdy z nich bardzo doceniał stabilizację, jaką oferuje firma. Choćby to, że pensja jest przejrzysta, zawsze i to od wielu lat na czas, co w wielu firmach nie jest – niestety – regułą. Ale kilku z nich, gdy ich się pociągnęło za język, mówiło: „Ale wiesz co… Trochę brakuje takiej imprezy integracyjnej. Na pięciolecie firmy była impreza. Na dziesięciolecie i piętnastolecie też. A później nic… Za rok będzie trzydzieści lat, tak?” „Tak”. „I co? Szykują coś dla nas z tej okazji? Będzie coś?” – pytali z nutką oczekiwania w głosie. „Dowiem się”. Wróciłem do biura, zaczęliśmy rozmawiać na ten temat. Szybko doszliśmy do wniosku, że taka impreza z okazji „trzydziestki” dla naszych pracowników oraz ich rodzin po prostu musi się odbyć. Dyrektor HR błyskawicznie załatwiła temat w zarządzie i w czerwcu w każdej z naszych lokalizacji wspólnie z pracownikami i ich rodzinami będziemy trzydziestkę świętować. Oczywiście na taką akcję trzeba było zaplanować odpowiedni budżet, bo imprezą z okazji tak okrągłego jubileuszu nie może być przecież ognisko. Ale w tym wypadku zarząd nie szczędził grosza. I bardzo dobrze. Nie każdą akcję trzeba przeliczać na pieniądze. Bo nierzadko to nie tabelki w Excelu, a ludzkie odczucia i emocje są najważniejsze. 


Przez ostatnie dwanaście miesięcy, mam wrażenie, zrobiliśmy dla naszych pracowników bardzo dużo. Ale jeśli mam być szczery, nie wszystkie tematy, na których nam zależy, udaje się załatwić tak „od ręki”. Czasami po prostu się nie da. Czy to źle? To zależy. A konkretnie zależy od tego, jak to komunikujesz. W PORTA staramy się nie składać obietnic bez pokrycia. Bo jeśli coś zostało obiecane, musisz dotrzymać słowa, ponieważ pracownik zawsze będzie pamiętał o danej obietnicy. Jeśli jej w końcu nie dotrzymasz, stracisz jego zaufanie. Czasem bezpowrotnie. Dlatego nie warto składać obietnic, które są bez pokrycia. Warto postawić na klarowny przekaz. Jeśli czegoś się nie da zrobić, to po prostu powiedz. Może ktoś się obrazić, może ktoś nie zrozumieć. Ale przynajmniej każdy będzie wiedział, na czym stoi, a uwierz mi, ludzie uwielbiają rozpamiętywać niespełnione obietnice. 

Po drugie: słuchaj

Przede wszystkim w przypadku takiej firmy jak PORTA trzeba przyjąć odpowiednią perspektywę. Zawsze pamiętać o tym, że jest to firma produkcyjna. I tak dostosowywać działania oraz komunikację, aby były one ciekawe i atrakcyjne dla każdego jej pracownika. Aby pracownik czuł się częścią Twojej firmy, a nie jej zbędnym ogniwem. 
 

Przykład

„A ty wiesz, jak się mówiło kiedyś na ten budynek, w którym siedzicie?” – zapytał mnie w pierwszych dniach mojej pracy jeden z ludzi z produkcji. „Nie wiem. Jak?” – odparłem. Gość uśmiechnął się pod nosem. „Belweder”. „Belweder? A dlaczego? Dlaczego 
Belweder?” „Bo wstęp mieli tam tylko wybrani”. 



Ten „Belweder” mocno zapadł mi w pamięć. I choć w PORTA sporo się od tego czasu zmieniło i dziś jest to tylko anegdotka, cały czas mam to z tyłu głowy. I za nic w świecie nie chciałbym, abyśmy kiedyś do tych czasów i takiego postrzegania przez pracowników wrócili. Pamiętam, że na rozmowie rekrutacyjnej z moją szefową Martyną oraz kolegą z działu Tomkiem bardzo szybko doszliśmy do porozumienia. I wspólnych wniosków. Mianowicie takich, że firma chce być jeszcze bardziej otwarta na wszystkich swoich pracowników. Było miło i fajnie, ale zastanawiałem się, jak nasze ustalenia będą wyglądały w „realu”. Szybko się o tym przekonałem, ponieważ jedną z pierwszych akcji, w których wziąłem udział, była tzw. akcja tir. 
 

Przykład

Polegało to mniej więcej na tym, że w macierzystej siedzibie PORTA w Bolszewie, na parkingu przy bramie wjazdowej, stanęła specjalnie przygotowana naczepa tira. Przez cały miesiąc każdy z pracowników, niezależnie od pełnionej funkcji, mógł przyjść i poczęstować się darmową kawą, herbatą, czekoladą czy nawet barszczem, a dodatkowo ciastkiem i słodyczami. Mógł nie tylko przyjść, wziąć owe rzeczy i wrócić do pracy, ale – korzystając z przerwy w pracy – mógł także usiąść i z nami, pracownikami działu HR albo kolegami lub koleżankami z pracy, zwyczajnie pogadać. O pracy, ale też o życiu czy innych często przyziemnych rzeczach. 


Dla mnie, wówczas nowej osoby w firmie, było to fantastyczne doświadczenie i… ogromny kapitał. Albowiem dzięki temu, że tam byłem, mogłem nie tylko poznać wielu przeróżnych ludzi z firmy (a oni mnie), lecz także porozmawiać z nimi. A proszę mi wierzyć, pracownicy to nie tylko ogromna kopalnia wiedzy o firmie, ale też nierzadko kopalnia arcyciekawych, choć często banalnych pomysłów. To właśnie dzięki podszeptom pracowników produkcyjnych w budynku głównym („Belwederze”) zawiesiliśmy kilkadziesiąt antyram z archiwalnymi zdjęciami przedstawiającymi naszą firmę w różnych jej okresach. Okazało się bowiem, że jeden z naszych pracowników magazynu, Marcin, od wielu lat zbiera archiwalne materiały czy zdjęcia związane z firmą, z regionem. I nie dość, że przekazał mnóstwo gadżetów i wycinków prasowych na małą wystawę z okazji naszej „trzydziestki”, którą planujemy, dodatkowo „podrzucił” temat związany z montażem antyram na korytarzu. Jaki był efekt? Pomysł niebywale chwycił! Do dziś zarówno ludzie z naszej firmy, jak i nasi goście zatrzymują się na korytarzu, przyglądają się tym zdjęciom. Cała akcja najbardziej spodobała się chyba Jackowi Sarnowskiemu, człowiekowi, który stworzył tę firmę. Prezes dobre pół godziny stał na korytarzu, przyglądał się zdjęciom i ze swadą opowiadał historię poszczególnych fotek. Widać było, że to sprawiło mu autentyczną frajdę. Sam nieraz widziałem i słyszałem, jak swoim gościom pokazywał te zdjęcia, z dumą prezentował historię PORTA. Taki prosty pomysł, a jaki strzał w dziesiątkę. I kto go podsunął? Pracownik produkcyjny. 
 

 Zdj. 3. Słynna tabliczka przy palarnii w Bolszewie, którą stworzyli  pracownicy produkcji, a którą w swoich mediach społecznościowych  udostępnił Marcin Gortat.
Źródło: Opracowanie własne.


To pokazuje jedno: mianowicie, że nie warto zamykać się w swojej „bańce”. Warto za to mieć otwartą głowę i być otwartym na innych ludzi. Na różnych ludzi. Bo nikt z nas nie ma monopolu na wiedzę i najlepsze pomysły. 
A co do akcji tir, uzupełniając, mogę jedynie napisać, że przyniosła wyłącznie pozytywy i ostatnio ją powtórzyliśmy. Ludzie byli zachwyceni. A cała akcja miała choćby znakomity walor integracyjny – w naczepie spotykali się pracownicy administracyjni, nierzadko kadra zarządzająca z pracownikami produkcji. Dzięki bezpośredniej relacji udało się przekonać jeszcze więcej osób, że firma jest otwarta na wszystkich i w miarę naszych możliwości może pomóc pracownikowi w niemal każdej sprawie. I choć żyjemy w czasach postępującej digitalizacji, przed którą absolutnie nie uciekniemy, to w employer brandingu nie ma nic lepszego (i skuteczniejszego) od bezpośredniej relacji. Żaden e-mail, Teams jej nie zastąpi. Bo w EB nie ma drogi na skróty. 
Powtórzę – kluczowe jest to, aby nigdy nie zgubić odpowiedniej perspektywy. Jeśli jesteśmy firmą produkcyjną, której większość to pracownicy fizyczni, to ZAWSZE musimy o tym pamiętać. Dlatego w naszym dziale zawsze kierujemy się dewizą, aby wszystkie działania planować z myślą głównie o pracownikach produkcyjnych. Oni mają najcięższą pracę, oni tę firmę tworzą i codziennie kształtują, oni nie wezmą sobie HO, bo – zimno na dworze i najchętniej popracowaliby z domu. Dopóki będziemy pamiętać o tym, że to nie my, administracja, a ta większa produkcyjna grupa jest ważniejsza, nasze działania będą wiarygodne i faktycznie kierowane do całej grupy PORTA, a nie tylko wybranych. Poza tym, jeszcze jedna istotna rzecz. Mając bezpośredni i stały kontakt z ludźmi, od razu dostajesz szczery feedback dotyczący nie tylko firmy, lecz także działań, jakie ona podejmuje. W bezpośrednim kontakcie od razu się dowiesz, co się podoba, a co się nie podobało i co ewentualnie możesz zmienić. Masz te wszystkie pomysły oraz informacje od razu i z pierwszej ręki. Za darmo. Nie skorzystasz? 

Po trzecie: pokaż ludzką twarz

Gdy otrzymałem ofertę pracy od PORTA, starałem się wnikliwie przeanalizować komunikację zarówno samej firmy, jak i konkurencji. Mój plan był bardzo prosty. Chciałem przede wszystkim pokazać ludzi, którzy tę firmę tworzą, bo wiedziałem, że w PORTA są, przykładowo, pan Janusz, pan Krzysztof, pani Halina – osoby związane z tym miejscem od lat. Chciałem pokazać firmę ich oczami. Biorąc pod uwagę, że pracuje tutaj ponad 2 tys. osób, byłem przekonany, że jest w PORTA mnóstwo ciekawych osób, które z pewnością mogłyby sporo opowiedzieć nie tylko o swojej pracy, lecz także swoim życiu czy pasji. Zależało mi na tym, aby wypowiedzieli się prawdziwi ludzie, tacy z krwi i kości, a nie stockowe obrazki udające prawdziwych ludzi, rzucające niby mądrymi, ale pustymi w środku cytatami rodem z portalu temysli.pl.
Wyszliśmy bowiem z założenia, że chcemy być autentyczni tak mocno, jak tylko się da. Nasza komunikacja ma być przejrzysta i kierowana do takich ludzi, jacy naszą firmę tworzą. Zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz staramy się komunikować po partnersku, czasem wręcz nawet po kumpelsku. 
 

Zarówno komunikację wewnętrzną, jak i na naszym profilu na LinkedIn, za który jako dział HR odpowiadamy, oparliśmy na trzech filarach: 
  • historia,
  • ludzie,
  • rozwój.


Jeśli chodzi o pierwszy aspekt, szczególnie przy okazji zbliżającego się trzydziestolecia, staramy się pokazywać przebogatą historię firmy, np. w formie przeróżnych ciekawostek, które w namacalny sposób pokazują, jaką drogę przeszła PORTA – od lokalnego dostawcy, który drzwi przewoził „żukiem” z plandeką, po obecnego lidera w swojej branży. Lubimy pokazywać, z jakimi problemami mierzyła się niegdyś firma, a jakim dziś wyzwaniom stawia czoła. A nikt tak dobrze o tym nie opowie jak ludzie. Takie opowieści nie tylko rozbudzają wyobraźnię, ale przy okazji pokazują, że firma przebyła konkretną drogę do celu, który sobie postawiła. Bo to nie było tak, że nagle ktoś wpompował ogromny kapitał i postawił całą fabrykę i produkcję w dwa tygodnie. Mam wrażenie, że dzięki takim „smaczkom” PORTA pokazuje swoją normalną, ludzką twarz, a ludzie mogą się z nią bardziej utożsamiać.
Z tego też powodu wymyśliliśmy cykl: 30 ludzi na 30-lecie PORTA, w którym prezentujemy sylwetki naszych wybranych pracowników. Każdy z nich odpowiada na kilka prostych pytań dotyczących choćby tego, jak wspomina swoje początki w firmie, co się pozmieniało, i – muszę przyznać – te wspominki robią kapitalną robotę. Za każdym razem, gdy prezentujemy jakąś osobę, dostaje ona później mnóstwo e-maili czy bezpośrednich pytań od swoich kolegów i koleżanek. Ożywają wspaniałe wspomnienia…
 

Zdj. 4. Pracownicy z uwagą przyglądają się antyramom z archiwalnymi zdjęciami. Na tle antyramy pozuje również Prezes i założyciel PORTA, Jacek Sarnowski.
Źródło: Opracowanie własne.


Podobnie zaczęło się w...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "HR Business Partner"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy