Z naszych obserwacji wynika, że trend ten wywodzi się m.in. z doświadczeń zawodowych praktyków komunikacji wewnętrznej – wielu z nas zaczynało swoją karierę jako dziennikarze, redaktorzy i w naturalny sposób przychodzi nam mierzenie „zaangażowania” pracowników właśnie poziomem ich aktywności w firmowej sieci. Kierunek wydaje się słuszny, gdy zarząd oczekuje konkretnych liczb, wykresów, przyrostów, a nie opisów i storytellingu o procesie budowania zaangażowania. Gdzie zatem szukać liczb, jak nie w statystykach odwiedzin portalu?
Zgadzam się również z argumentem, który często pada podczas naszych spotkań z różnymi organizacjami, że taki sposób mierzenia komunikacji wynika również z tego, że komunikacja wewnętrzna jest trudna do „policzenia”. Wyszukanie mierzalnych wskaźników nie jest tak oczywiste, jak w przypadku komunikacji zewnętrznej, stąd czerpiemy z doświadczeń PR i redakcyjnego. Ale czy słusznie? Co bowiem udowodnimy tym, że na portal komunikacyjny zalogowało się w ciągu pierwszego roku 70% pracowników? Czy możemy nazwać taki trend zaangażowaniem pracowników? A jeśli już pokusimy się o użycie tego określenia, to czego dotyczy takie zaangażowanie? W co są zaangażowani pracownicy? I czy w taki rodzaj „zaangażowania” zarząd zdecyduje się inwestować? Jaka z tego płynie korzyść dla biznesu? Na te pytania każdy praktyk komunikacji wewnętrznej próbuje znaleźć odpowiedź.
W tym miejscu warto odnotować kolejny trend w sposobie myślenia praktyków – jak miękkie korzyści wynikające z prowadzenia świadomej komunikacji wewnętrznej przedstawić za pomocą twardych danych? Czy jest to w ogóle możliwe? Czy komunikacja wewnętrzna jest w tym sensie policzalna? Nie przedłużając wstępu, spieszę z odpowiedzią – tak, komunikację wewnętrzną da się policzyć i przekuć na twarde ROI, i to w kilku krokach. Dla ułatwienia prezentacji tematu posłużę się w kolejnych akapitach konkretnym przykładem, wymyślonym na potrzeby artykułu, a będącym wynikową dziesiątek rozmów z różnymi organizacjami.
REKLAMA