Wiemy już, że „szybko” wcale nie oznacza „dobrze” – zarówno w rekrutacji, jak i w przypadku krawca czy mechanika. Uwielbiamy wskaźniki czasowe, bo nimi możemy pochwalić się biznesowi, że znajdujemy dla nich specjalistów w maksymalnie 21 dni, a najszybciej to znaleźliśmy Kowalską w rekordowe
8 dni i Nowaka w 12 dni. I wydaje nam się, że możemy ogłosić wielki sukces. Ale co, jeśli Kowalska po kolejnych 80 dniach postanowiła od nas odejść? A Nowaka może i znaleźliśmy w 12 dni, ale w zasadzie to po pół roku pracy nadal nie wie, co i jak ma robić na swoim stanowisku. A resztę może i rekrutujemy maksymalnie w 21 dni, ale przekopujemy się przez tysiące CV i angażujemy w to szukanie połowę biznesu. Bo przecież i tak przychodzą do pracy, więc ich czas jest za darmo. A tu taka niespodzianka, że jednak nie.
REKLAMA
Czas po rekrutacji – czy może określać rekrutację?
Kowalską znaleźliśmy w niecałe 2 tygodnie, ale popracowała u nas tylko 3 miesiące. Niby rekrutacja się udała, była szybka, wszyscy byli zadowoleni – czy to już oznacza, że ta rekrutacja była sukcesem? Czujemy w kościach, że niekoniecznie, prawda?
Rotacja nowo zatrudnionych pracowników może być świetną metodą na ocenę, czy nasz proces rekrutacyjny jest efektywny. W końcu w poszukiwaniu nowych pracowników chodzi o to, żeby nie tylko ich znaleźć, lecz także żeby...