Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp

7 września 2021

Czy metoda kija i marchewki to dobry pomysł?

0 21

Gdy myślimy o tym, jak zmotywować człowieka do wykonania polecenia, słyszymy nieraz o metodzie kija i marchewki. Wielu z nas zetknęło się z nią już na poziomie przedszkola. „Ale przecież nas nie bito! A już z pewnością nie kijem” – obruszy się niejeden, słysząc taki zarzut.

I rzeczywiście, zarówno kij jak i marchewka, są nieco problematyczne. W przeszłości motywowano w ten sposób osły. Tak, osły. Jeśli popędzanie upartego zwierza batem nie pomagało, wystawiało się mu przed oczy marchewkę przywiązaną do kija. Osioł podążał za marchewką, kończąc swoją pracę.

POLECAMY

Metoda stosowana w odniesieniu do ludzi jest bardziej humanitarna z jednego powodu: zakłada, że człowiek ma szansę zasłużyć na marchew. Osioł najczęściej jej nie dostawał. Pozostawała ona w sferze jego marzeń.

Co jest kijem w metodzie?

Metoda kija i marchewki to nic innego, jak system motywacyjny oparty na karaniu i nagradzaniu. W ten sposób, poprzez rozmaite działania, wywiera się zamierzony wpływ na innych.

Co możemy nazwać kijem? To zależy, gdzie stosujemy metodę. W przedszkolu? W szkole? A może we własnym domu? W pracy, w relacji szef-podwładny kijem może być krytyka albo nagana. Bywają nią również napięte stosunki, dodatkowe obowiązki lub po prostu brak premii.

A marchewka? Najczęściej bywają nią pieniądze, czyli znów mowa o premii – choć popularne są także inne benefity, na przykład prywatna opieka medyczna czy rozmaite dofinansowania. Zdarzają się także „nagrody” dla najlepszego zespołu takie jak wspólne wyjście na kręgle albo wycieczka.
 


Metoda kija i marchewki, a motywacja

Zaletą metody kija i marchewki jest niewątpliwie łatwość jej stosowania. Schemat jest bajecznie prosty! Pracownik wykonuje swoją pracę niedbale? Sztorcujemy go „kijem”. Wykazuje się sukcesami? Nagradzamy. Oczywiście założenia można nieco modyfikować. Niektórzy decydują się pozostać przy samej marchewce, ewentualne nieprzyjemności zachowując na ekstremalne sytuacje.

Jest to metoda w pewnym sensie „intuicyjna”, gdyż z takim systemem najczęściej mieliśmy do czynienia w placówkach szkolnych, nieraz i w domu. Jesteśmy jej nauczeni. Nie wymaga od nas dodatkowych szkoleń czy podstaw psychologii. Chyba że chcemy wykonywać ją lepiej.

Nie da się jednak ukryć, że – jak każdy behawioralny system nagród i kar – niszczy ona motywację wewnętrzną pracownika. Motywacja wewnętrzna odczuwana jest wtedy, gdy robimy coś, bo wiemy, że nasza praca jest ważna i chcemy ją wykonywać. Warto ją kształcić, gdyż człowiek, który chce coś zrobić sam z siebie, robi to po prostu wydajniej i kreatywniej. Motywacja zewnętrzna, którą kształci metoda kija i marchewki, powoduje, że podwładny wykonuje swoją pracę wyłącznie dla korzyści zewnętrznych, czyli najczęściej „dla pieniędzy”.

Działanie na szkodę firmy

Nie ma się co oszukiwać, że motywacja zewnętrzna jest całkowicie niepotrzebna! Nie zapłacimy przecież rachunków satysfakcją z wykonywanej pracy. Jeśli jednak występuje bez motywacji wewnętrznej, może to się skończyć wypaleniem zawodowym, a w konsekwencji złym stanem psychicznym pracownika albo jego utratą, gdy w trosce o swoje zdrowie postanowi on poszukać sobie innej pracy.

Prócz tego kij i marchewka sprawiają, że pracownicy zamiast współpracować, tak by firma osiągała najlepsze wyniki, rywalizują ze sobą w obawie przed utratą nagrody. W rezultacie atmosfera w pracy staje się napięta i toksyczna.

W ekstremalnych sytuacjach wpływa to na pozycję firmy na rynku! Bowiem nagroda za konkretnie wykonaną pracę staje się tak ważna, że podwładni wzajemnie „kopią pod sobą dołki”. Prócz tego mogą ukrywać swoje błędy w obawie przed karą, zamiast przyznać się do nich i wspólnie stawiać im czoła.

Jeśli więc zamierzamy stosować metodę kija i marchewki, warto ją przedtem dokładnie przemyśleć i postawić raczej na nagradzanie pozytywnych zachowań w kierunku rozwoju firmy, niż karanie.

Czy mamy alternatywy?

Czy istnieją narzędzia pozwalające zastąpić metodę, która od wielu lat ma się tak dobrze, mimo jej licznych wad? Przede wszystkim pamiętajmy o prostym „dziękuję”! „Twoje starania przyniosły efekt”, „Świetnie mi się z Wami współpracuje”. 

Warto również zadać sobie pytanie czy pracownik czuje się w naszej firmie stabilnie? Chodzi tu między innymi o umowę na czas nieokreślony, dzięki której nie musi, siedząc w pracy, obmyślać alternatywnych dróg zatrudnienia i zastanawiać się, gdzie na wszelki wypadek złożyć CV.

Prócz tego z pewnością motywujące są dodatkowe szkolenia, dzięki którym podwładny ma szansę realnie podnieść swoje kwalifikacje. Szczególnie jeśli idą one w parze z możliwością awansu.

Alternatywne rozwiązania nie są tak proste, jak metoda kija i marchewki. Wymagają przede wszystkim dostrzeżenia w pracowniku potencjału, który ma prowadzić przedsiębiorstwo ku kolejnym sukcesom. Jak jednak widać – gra jest warta świeczki!

Przypisy