Piątek, godzina 16:40. Michał, Senior Project Manager, zamyka laptop po raz ostatni w tej firmie. Okres wypowiedzenia właśnie dobiegł końca – dziś zdał sprzęt, podpisał protokół zwrotu, uścisnął dłonie zespołowi. Wszystko po kolei. Wszystko zgodnie z checklistą HR.
Autor: Nicole Tomanek
O emocjach w procesie offboardingu rozmawiamy za rzadko. Bo te emocje są niewygodne dla wszystkich stron jednocześnie. Dla pracownika, który nie wie, czy ma prawo je czuć. Dla menedżera, który chciałby, żeby wszystko przebiegło „profesjonalnie”. Dla HR-owca, który ma checklistę do odhaczenia i termin zwrotu sprzętu. I dla zespołu, który patrzy na to wszystko z boku i wyciąga własne, ciche wnioski.
Pamiętam zapach niedzielnego rosołu i parę unoszącą się nad wazą. Właśnie dostałam się na studia, miałam głowę pełną górnolotnych idei i dłonie drżące z ekscytacji. Opowiadałam o tym, jak HR po raz pierwszy stał się dla mnie ważny – całą sobą wierzyłam w misję tego zawodu. W mądrą strukturę procesów, która zmienia ludzki potencjał w twardy wynik firmy. I wtedy to się stało. Głośny, gardłowy śmiech cioci, który przeciął powietrze jak nóż. „Zarządzanie zasobami ludzkimi?” – zapytała, wycierając usta serwetką. „Dziecko, to nie jest prawdziwa praca. To tylko ładna nazwa na brak konkretnego zawodu”.