Wiele lat temu miałem swój wielki debiut na scenie, w spektaklu wybitnego, dziś już nieżyjącego reżysera Macieja Prusa. Jaka sztuka? „Edward II” Christophera Marlowe’a. Rola? Jedna z głównych, u boku samego Romana Wilhelmiego, legendy sceny, który w tamtym czasie był w takiej formie, że mógłby zagrać cokolwiek i publiczność na pewno biłaby brawo na stojąco.